PRAWA WETERANA

Damian Sztuba w 1997 roku lat zdał maturę. Był to rok powodzi stulecia. Zanim wybrał kierunek studiów postanowił pójść do wojska. Taki miał plan, najpierw obowiązki wobec ojczyzny, a potem studia. Kiedy z nim rozmawiam w ciasnym mieszkanku w Leszczynach, jeden z jego synów ćwiczy krok marszowy z biało-czerwoną flagą na ramieniu.

Damian chciał pomagać innym. Wierzył, że uda mu się to z wojskiem. Dziś sam potrzebuje pomocy. Na skutek wypadku w wojsku ma UOM czyli Organiczne Uszkodzenie Mózgu i padaczkę pourazową. UOM uniemożliwia mu samodzielne funkcjonowanie w życiu, jest zależny od innych, mimo to walczy o swoje prawa i sprawiedliwość.

Trafił do jednostki JW 38/28 Toruń. Z niej do Chełma do 8 Ośrodka Szkolenia Specjalistów. Wraz z nim było tam, 100 kursantów na prawo jazdy kategorii C, czyli kierowców starów bojowych, którzy mieli pomagać powodzianom.

9 września 1997 roku, podczas jazdy kursowej z instruktorem, starem 266 zderzył się z ciągnikiem rolniczym. Usiłował hamować, ale bez skutku. Uderzył głową w pancerną szybę wozu bojowego i stracił przytomność.
Star 266 jest autem szybkiego reagowania, dlatego nie ma w nim pasów, nic więc nie zatrzymało Damiana przed uderzeniem w szybę. Dziś wie też, że auto miało opony nieprzystosowane do poruszania się po jezdni, więc ani on, ani rolnik nie mieli szans. Ciągnik trafił do kasacji.

Na miejscu zdarzenia pojawiła się policja, zaraz potem żandarmeria wojskowa, która nieprzytomnego chłopaka skierowała do 106 Szpitala Wojskowego w Wałczu. W szpitalu odzyskał przytomność, ale miał szumy w głowie i bóle, słyszał też głosy. Podawano mu silne środki uspokajające i tyle. Nie przeszedł żadnych badań, nie zrobiono tomografii mózgu. Z bólami głowy wrócił ze szpitala na izbę chorych w jednostce. Jego dalsze leczenie polegało na ciągłym faszerowaniu go mocnymi środkami uspokajającymi. Nic się nie zmieniało. Pamięta, że wybudzano go tylko na posiłki, potem trafiał do izolatki. Zabroniono mu kontaktu z rodziną. Chłopak słabł, zadecydowano by wrócił do szpitala w Wałczu. Tu było jeszcze gorzej, leżał w izolatce na oddziale psychiatrycznym, podawane leki powodowały, że praktycznie przesypiał cały czas. Zmęczony, chory, wrócił do jednostki, gdzie skierowano go na Wojskową Komisję Lekarską.

Wojskowa Komisja Lekarska w Toruniu szybko postawiła orzeczenie: niezdolny do służby wojskowej. Niezdolność ma brak związku ze służbą wojskową, z powodu braku dokumentacji powypadkowej.
„Był listopad wychodziłem z jednostki w koszulce z krótkim rękawem i krótkich spodenkach z biletem w ręce i 600 zł odprawy, chory” – wspomina z lekkim uśmiechem. Po powrocie do domu złapałem oddech i chciałem iść do pracy. Wybrałem się do pośredniaka. Jakież było moje zaskoczenie gdy w biurze pracy, po okazaniu papierów z wojska uznano mnie za niezdolnego do pracy. Przecież ma pan wpisane w dokumentach niezdolność do służby wojskowej, to jak chce iść pan do pracy – pytała urzędniczka. Pan powinien iść na rentę. No w sumie miała kobieta racje tylko jak? I tak wpadłem w błędne koło.

Błędne koło

Jako niespełna 20 latek Damian nie miał okresu składkowego więc nie mógł starać się o rentę inwalidzką. W jego dokumentach widniała niezdolność do służby wojskowej, ale niezdolność ma brak związku ze służbą wojskową. Więc renty wojskowej nie udało mu się zdobyć. Nie znalazł pracy, chorował, padaczka nasilała się. Wreszcie trafił na ulicę. Pięć lat był bezdomny. Wędrował po kraju, kiedyś zatrzymał się w Warszawie, na Pradze, mieszkał niedaleko ZOO pod jednym z blaszanych płotów, żywił się tym co dostawał od ludzi. „No i deportowali mnie z Warszawy do Leszczyn. Niech się pani nie dziwi nie miałem meldunku w mieście więc deportowali. Chyba mi to nawet pomogło, zamyśla się na chwilę – bo trafiłem do Szpitala Psychiatrycznego w Rybniku. Tam spotkałem dobrego lekarza. Przyglądał się i przyglądał i powiedział: chłopie z tobą jest coś nie tak powinieneś mieć rentę wojskową dlaczego nie masz? Ten Lekarz sam zebrał moje dokumenty, wyniki badan i dostarczył je do Powiatowego Zespołu Orzekania o Niepełnosprawności”. Komisja bardzo szybko orzekła całkowitą niezdolność do pracy oraz niezdolność do samodzielnej egzystencji. Zaznaczyła też, że niezdolność powstała po wypadku. Jednak ZUS dwukrotnie odrzucił starania o rentę wojskową, powód brak dokumentów z wypadku. Damian odwołał się do Sądu Rejonowego w Rybniku. Sąd ściągnął dokumenty z Archiwum Wojskowego sprawa od razu została wygrana.

Po wielu latach, prawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w Gliwicach odział Rybnik Damian Sztuba został uznany inwalidą wojskowym, I grupy. Otrzymał też rentę wojskową. I tu powinien nastąpić szczęśliwy koniec tej historii, renta powinna wystarczać na godne życie schorowanego weterana, tak jednak nie jest.

Cierpiącemu mężczyźnie który przeżył bezdomność należy się też odszkodowanie od Wojskowego sztabu w Bydgoszczy.

W tej sprawie Damian toczy batalie w Sądzie rejonowym w Rybniku. Sprawa trwa już drugi rok. Do tej sprawy został poddany badaniom przez biegłych sądowych którzy orzekli, że jego uszczerbek na zdrowiu wynosi już 60 %, w tym jest to głównie uszkodzenie mózgu, i padaczka, a całą winę ponosi mówiąc kolokwialnie Wojsko.

Niestety kolejne terminy rozpraw są przekładane. Jednocześnie Wojskowy Sztab w Bydgoszczy podważył opinie biegłych i wystosował do Sądu prośbę o przebadanie Damiana przez Klinikę Psychiatrii i Stresu Bojowego Centralnego Szpitala Klinicznego MON Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Zanim adwokat poszkodowanego żołnierza zdążyła zareagować Sąd wydał zgodę na przeprowadzenie kolejnych badań w wojskowej klinice.

Warto postawić tu pytanie dlaczego? Dlaczego Sądowi potrzebna jest opinia kolejnych biegłych. Biegłych związanych z wojskiem? Czy weteran nie ma prawa do bezstronnego Sądu?
Te pytania wydawały mi się najważniejsze do chwili w której dowiedziałam się, że pan Damian ma problemy z dojazdem do lekarza. Przyczyna banalna: zepsute auto na naprawę którego brak 5 tysięcy zł. Wierząc w dobro pan Damian sam rozpoczął poszukiwania koniecznej do naprawy kwoty. Pan Damian walczy o swoje życie jak prawdziwy żołnierz weteran. Czy taki powinien być los weterana?

Marta Damasiewicz