Nieustająca walka o syna

 

Ewidentne zagrożenie życia i zdrowia 9-letniego chłopca. Oficjalnie stwierdzone i potwierdzone uzależnienie od alkoholu, narkotyków oraz pornografii ojca dziecka, oraz brak stabilizacji materialnej i społecznej. Ojca, który od kwietnia 2016r. został wyznaczony jedynym opiekunem Antka. Natomiast w tym samym czasie Jego matka, mimo, że nie stwierdzono u niej żadnego uzależnienia, bądź problemów natury psychicznej, czy socjalnej, usłyszała 12-letni zakaz kontaktu z synem. Matka, która kocha i tęskni za chłopcem. Zresztą tak samo, jak i On. Nie, to nie żart, to wynik międzynarodowej współpracy, a dokładnie polsko-holenderskiej współpracy wymiaru sprawiedliwości.

Najpierw wielkie zauroczenie, potem ciąża i początek równie wielkich problemów. A potem wypłynęły…niczym potok rwący przemoc fizyczna, psychiczna, materialna i próby przemocy seksualnej. Wszystko to stało się nieodłącznym elementem dnia codziennego. W końcu kobieta nie wytrzymuje – wraz z dzieckiem postanawia odejść od partnera – Holendra. A wtedy rozpoczyna się nieustanna walka o dziecko. Jednak, czy to aby na pewno walka o dziecko, a nie chęć zemsty ze strony Holendra, by udowodnić, że bez niego Pani B. nie znaczy nic? Uznajmy to za pytanie retoryczne, gdyż nie to jest najważniejsze. Najistotniejszy w tym momencie jest fakt, że walka przerodziła się w regularną wojnę, której ostatnią z bitew – wbrew wszelkim zaprzeczeniom logiki, racjonalności, czy też sprawiedliwości – wygrał On. Dlatego należy uczynić wszystko, aby dokonać badań chłopca przez biegłego sądowego, lub też specjalistyczny OZSS ale w Polsce, mając na uwadze Jego bezpieczeństwo i dobro, czyli to, o co cały czas walczy Pani Barbara i o co nieustannie wnosiła przez cały czas trwania sprawy, zarówno w Sądzie Rejonowym, jak i Okręgowym. Nie wspominając już o tym, że właśnie taki wniosek, z taką treścią był i – NADAL JEST – składany przez Prokuratora Prokuratury Rejonowej Gliwice Zachód.

A zaczęło się tak, czyli chronologia wydarzeń w pigułce:

2005r. – Pani Barbara poznaje we Wrocławiu swojego przyszłego partnera – Holendra Pana Lucasa.

2006r. – kobieta razem z ukochanym wyjeżdża do Holandii, gdzie zamieszkuje u Jego matki. Następnie rozpoczyna się regularna przemoc zarówno fizyczna, jak i psychiczna z Jego strony, także wtedy, gdy Pani B. jest już w ciąży. Obraz rzucanego w nią i jej brzuch metalowego krzesła pozostaje w głowie Pani B. do dziś.

2007r. – narodziny chłopca. Już podczas ciąży kobieta wielokrotnie próbowała odejść od swego partnera, jednak ten początkowo groził, że zabije ją, a po urodzeniu syna, że najzwyczajniej w świecie go jej odbierze, a kobietą zajmą się koledzy – Marokańczycy. Dlatego też ostatecznie Barbara podpisała zgodę na nadanie mu praw rodzicielskich.

01.2010r. – w końcu decyzja o odejściu od obcokrajowca. W związku z tym, Pani B. odważyła się zgłosić policji przemoc psychiczną, fizyczną, ekonomiczną oraz groźby karalne, które mężczyzna regularnie stosował wobec niej i ich syna. Dodatkowo, kobieta zdecydowała się poinformować funkcjonariuszy policji o działalności sutenerskiej ojca dziecka oraz dokonywaniu ekonomicznych przestępstw przez niego.

03.2010r. – Holender pod nieobecność matki uprowadza chłopca ze żłobka, co miało przyjąć postać wymuszenia do wycofania pozwu o podział opieki nad synem. Barbara od razu powiadomiła swojego holenderskiego adwokata, który interweniuje i ostatecznie przyczynia się do zwrotu chłopca kobiecie. Było to efektem m.in. prawnego przypisania miejsca pobytu chłopca przy matce.

04.2010r. – kobieta wraz z synem wyjeżdża do Polski, a sąd w Amsterdamie potwierdza swym wyrokiem decyzję Barbary, i to pomimo braku zgody ojca dziecka na wyjazd, a powołując się na fakt, że sprawowanie głównej opieki jest przypisana matce.

To była pigułka chronologii, lecz to jedynie wstęp. Łagodnie ujęty wstęp, bo potem już tylko była…

Nieprawdopodobna przemoc.

W kwietniu 2010r. Lucas po pierwszym wspólnie spędzonym z dzieckiem popołudniu, przyprowadził chłopca do Pani B. Antek rzucił się w ramiona matki bez jakiegokolwiek protestu. Jednak to, że nastąpił brak protestu ze strony dziecka, nie jest równoznaczne z brakiem protestu ze strony mężczyzny. Tak właśnie było w tym przypadku, gdyż w wybuchu agresji Holender chwycił kobietę za włosy, ocierając jej twarz o ścianę. Chyba nie trzeba dodawać, że nie było to jednorazowe zdarzenie. Pani Basia złożyła zawiadomienie na policję, które ostatecznie niestety nie przyniosło oczekiwanych rezultatów – wręcz przeciwnie. W kolejnych dniach Barbara dowiedziała się, że grozi jej utrata chłopca wskutek działań, których dopuszcza się nie kto inny, jak obcokrajowiec. Jej przerażenie i strach natknął ją, by zwrócić się o pomoc do Biura ds. Opieki Dzieci i Młodzieży w Holandii. Tak też się stało.

Brutalne porwanie

Po niezbyt pomyślnym dla Pana Lucasa wyroku sądu w Amsterdamie mężczyzna ponownie doznał przypływu uczuć do Pani B., czego efektem były próby walki o jej względy. Niestety to jedynie pozory, gdyż tak naprawdę chodziło nie o miłość, a o poczucie władzy nad kobietą. Jednak widząc brak jakichkolwiek rezultatów z jej strony, trzy dni przed decydującym posiedzeniem w polskim sądzie, Holender bez jakichkolwiek skrupułów i przy użyciu siły porwał Antka. W konsekwencji okazało się, że dziadek chłopca ma połamane żebra, natomiast dziecku zostały podane chemiczne środki nasenne, by nie stawiał oporu przed wywiezieniem go do Holandii. Świadkowie zdarzenia zostali przesłuchani w sprawie, potwierdzając powyższe. Barbara wyruszyła na poszukiwanie synka, którego nie znalazła, w zamian w obecności Konsula Polskiej Ambasady w Hadze została aresztowana przez holenderska policje na podstawie fałszywego zawiadomienia ojca dziecka, które po odbyciu kar aresztu zostało skwitowane przez tamtejszych policjantów słowami „zaszła pomyłka”.

Utrudnione kontakty

Dopiero po pół roku Pani B. udało się zobaczyć synka w Biurze ds. Opieki Dzieci i Młodzieży, lecz reakcja z Jego strony nie była taka, jakiej kobieta się spodziewała, czy też oczekiwała. Antek najzwyczajniej w świecie był wystraszony, bojąc się jej, gdyż jak się później okazało ojciec oznajmił mu, że mama umarła. Mogłoby się wydawać, że najgorsze za nimi i teraz już będzie tylko lepiej. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że spotkania z synem były możliwie wyłącznie po podpisaniu przez Barbarę dokumentu, w którym musiała oświadczyć, że nie będzie rozmawiać z synem w języku polskim, o Polsce czy też polskiej rodzinie, ani też spożywać produktów polskiego pochodzenia, jak i okazywać uczuć względem Antka. Nieprawdopodobne?  A jednak. Pani Basia nie miała wyjścia – podpisała, w przeciwnym wypadku w ogóle nie widywałaby swojego syna. Potem było już tylko gorzej, lecz każdy ruch miał określony cel. Na przykład, powołanie terapeutki dziecka przez Holendra, która miała pomagać chłopcu oraz sprawować nad nim opiekę, tak faktycznie służyło do wystawiania raportów z jej rzekomych obserwacji, które ewidentnie mówiły o nienawiści syna do matki i stosowanej wobec niego ‘polskiej przemocy’. Notabene, cztery lata później Pani Basia wygrała sprawę w sądzie, który jednoznacznie stwierdził, że terapeutka działała na szkodę, a nie korzyść Antka oraz wydawała stronnicze raporty. Z kolei wszelkie informacje uderzające w mężczyznę, które Pani B. próbowała przekazać kuratorowi, kończyły się groźbą utraty kontaktu z chłopcem. Jednak mimo przestrzeganiu wszystkich zakazów, w 2013r. kobiecie i tak wstrzymano możliwość spotkań z Antkiem, a które dopiero po roku zostało wznowione.

Tragiczne konsekwencje

Następnie Holender założył nową rodzinę, by niedługo potem Jego małżonka Rita urodziła ich dziecko. To piąte dziecko kobiety z piątym mężczyzną. Każde z dzieci rozmawia w innym języku, rożni się od siebie wyglądem, jednakże tylko Antek ma blond włosy jak mama, nie rozumie wiec dlaczego tata każe mu nazywać nowa zonę „mamą”. Jednak nie o nich tutaj chodzi, lecz o chłopca, który w skutek wszystkich zdarzeń, także związanych z nową rodziną swego ojca, zaczął oponować przed powrotem do mężczyzny, kolejno nienawidzić swej nowonarodzonej siostry, by w końcu podupaść na zdrowiu. Wśród głównych objawów Antka należy wymienić nocne wymioty przed powrotem czy to do szkoły, czy do ojca, obgryzanie paznokci i opuszków palców do krwi, depresja, bóle głowy oraz brzucha, wyrywanie włosów czy też ciągły strach, apatia. Pomimo, iż Barbara wielokrotnie informowała o nich zarówno Biuro ds. Opieki Dzieci, jak i Holendra, o żadnej reakcji nie było nawet mowy. Punktem kulminacyjnym był widok Antka, który w Boże Narodzenie 2015r., będąc z mamą w Polsce, rzucił się na podłogę waląc w nią pięściami, krzycząc oraz płacząc, że nie wróci już więcej do Holandii, zaznaczając, ze „tym razem mama nie może zmusić go do powrotu, bo boi się taty”. W tej sytuacji kobieta sama zdecydowała o badaniach syna w Polsce. Pediatra stwierdził, że dziecko ma przewlekłą silną anemie, z kolei terapeuta potwierdził traumę psychiczną dziecka. Mimo przekazywania na bieżąco wszelkich informacji Holendrowi, 12 kwietnia 2016r. Sąd Rejonowy w Gliwicach wydał nakaz zwrotu dziecka ojcu, co ciekawe bez wysłuchania głównego zainteresowanego – Antka, natomiast przy wysłuchaniu Rity, aktualnej żony mężczyzny. Nie wiem, jaki klucz w omawianej sprawie był brany pod uwagę przy wyborze świadków, jednak na pewno nie należał on do tych logicznych, czy też racjonalnych. Nie miał on także na celu dobra dziecka, które w takich sprawach powinno być najważniejsze. Powinno – ale nie było.

Czas ucieka, a końca problemów nie widać

Z uwagi na zły stan zdrowia syna oraz na Jego prośby, kobieta uległa i postanowiła, że będą się ukrywać. Chłopiec nie chciał wracać do ojca, ani do Biura ds. Opieki Dzieci i Młodzieży, gdyż jak sam zwykł je nazywać: „to kur…., które go molestowały”. Jeszcze jedna bitwa się nie zakończyła, a już na horyzoncie pojawiała się kolejna. Mówiąc to mam na myśli złożenie przez Barbarę zawiadomienia w Prokuraturze o nadużywaniu obowiązków urzędniczych przez holenderskie Biuro. Niestety skutek tego okazał się odwrotny do zamierzonego, zresztą już nie pierwszy raz, ponieważ miesiąc później kobieta anonimowo została pozbawiona władzy rodzicielskiej. Niedługo potem wynajęty przez obcokrajowca detektyw znalazł ukrywających się kobietę z dzieckiem, zabierając chłopca i aresztując Panią B. na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania z Holandii. Barbara czuła, że to rozłąka na dłużej, jeśli nie na stałe, dlatego też walczyła o chwilę rozmowy z synem. Bezskutecznie. Nie było ani słów, ani liściku, który do niego napisała, ani też reflektowania woli dziecka, które mimo ogromnego przerażenia, całym sobą chciało być z mamą, co potwierdzają zeznania policjantów asystujących przy odebraniu dziecka matce. Piec miesięcy później Rita, obecnie już była żona ojca Antka, skontaktowała się z P. Barbarą szukając pomocy przez przemocą ze strony Lucasa, wówczas tez poinformowała ją, że Antek nie chciał wracać do ojca do Holandii, ze informował o tym policjantów. Ostatecznie w listopadzie 2016r. Pani B. usłyszała wyrok z Holandii: 12-letni zakaz kontaktu z synem.

Kuriozum, a może absurd

W lutym 2017r. Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał postanowienie uznając wniosek Rzecznika Praw Dziecka o przebadanie chłopca, jednakże… Wspomniane badanie zlecił sądowi holenderskiemu w ramach pomocy międzynarodowej. Jedno określnie? Absurd. Dlaczego? Ponieważ wskazane instytucje raportują właśnie do sądów, decydując o losach dzieci, a te nigdy nie przyznają winy Biurze ds. Opieki Dzieci i Młodzieży, tym samym nie potwierdzą przemocy, która była wykonywana w stosunku do Antka. A przecież nawet Prokurator Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód przed Sądem Okręgowym nazwał zachowanie Biura „ewidentną dyskryminacją dziecka przez holenderskie urzędy i sądy”. Podsumowując: badanie sądu holenderskiego NIGDY nie będzie rzetelne oraz przeprowadzone uczciwie. A to nie jedyny tego typu absurdalny przypadek. Kolejnym jest fakt poinformowania Pani B. przez holenderską policję o trzech sprawach karnych, które toczą się przeciwko mężczyźnie. To tyle o organach ścigania, ponieważ Ministerstwo Sprawiedliwości Holandii stwierdziło, tym samym informując polskie Ministerstwo Sprawiedliwości, że w przedstawionych kwestiach nie toczą się ŻADNE sprawy. I kto ma rację? Albo może inaczej – kogo słuchać? Pozwólcie, że odpowiedź pozostawię każdemu z osobna. Lecz gdyby komuś było mało, to jeszcze nie koniec. Ponieważ następnym, choć równie bezsensownym kuriozum, jest rozpoczęcie się spraw Konwencji Haskiej, a dokładnie to, że w owych sprawach terapię nad Antkiem ponownie sprawuje Pani D., która przypominajmy, że wcześniej została uznana przez holenderski wymiar sprawiedliwości za stronniczą, a jej opinie za krzywdzące dziecko. A że terapeutka nie lubi marnować czasu, to warto wspomnieć, iż w międzyczasie wydała już zaświadczenie do Sądu Okręgowego w Polsce o treści banalnie prostej do przewidzenia: „Dziecko nienawidzi matki, boi się, że znowu go porwie, nie chce jej znać”. I to ma być sprawiedliwość?

Nieustanny brak kontaktu i wynikające wnioski

Na chwilę obecną Pani B. nadal nie ma żadnego kontaktu z własnym synem. Jedyne, co udało jej się dowiedzieć od byłej żony ojca to to, że Antek w ogóle nie ma dostępu do Internetu i to zarówno w domu, jak i w szkole, w związku z czym, nie ma możliwości nawiązania z nią jakiegokolwiek kontaktu.

Nie byłaby sobą, gdybym w tym miejscu nie podkreśliła, że Polska oddała chłopca ojcu, mimo spraw o podejrzenie stosowania przez niego przemocy seksualnej. A polski prokuratur dopiero dwa tygodnie po wydaniu syna Holandii przysłał kobiecie pismo informujące o nadaniu mu kuratora, mającego zadbać o jego bezpieczeństwo. Co więcej, należy dodać, że zarówno Sąd Rejonowy, jak i Sąd Okręgowy w Gliwicach, nie widział oraz nie przesłuchał Holendra, gdyż ten nie zjawił się na ani jednej rozprawie. Nie poznał też Jego rodziny, ani nie zaznajomił się z faktyczną sytuacją Antka, mimo iż wiedział o stosowaniu względem niego przemocy fizycznej, psychicznej oraz seksualnej. I to tak jak i przez ojca, tak i przez holenderskie urzędy. Dla sądów tych ojciec widnieje jedynie na papierze…a raczej jego imię i nazwisko. Czy w takiej sytuacji potrzebny jest dodatkowy komentarz?

Aktualna sytuacja

Co dzieje się teraz? Właściwie NIC. Tak, dokładnie NIC. Sąd Okręgowy zaniechał swoich obowiązków konstytucyjnych, ponieważ przekazał obowiązek zlecenia badań chłopca – Holandii. Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że nie jest w stanie nic więcej zrobić poza przesłaniem dokumentów. Rzecznik Praw Dziecka milczy. Z kolei Rzecznik Praw Obywatelskich utrzymuje, że to nie jego sprawa. Kancelaria Prezydenta, Kancelaria Rady Ministrów, kolejni europosłowie, Sąd Najwyższy odsyłają matkę dziecka z pisemną odpowiedzią, która jest tylko drukiem kopiuj-wklej. Jedynie Prokuratura w sprawie cywilnej chce chronić Antka, lecz bez zielonego światła ze strony wymiaru sprawiedliwości –  nie może nic zrobić. A światło jak było czerwone, tak nadal jest.

Z kolei w Holandii, nadal aktualnym jest Europejski Nakaz Aresztowania na kobietę. Ponadto, holenderski sąd widząc bierność Sądu Rejonowego, jak i Okręgowego w Polsce, oficjalnie nie posiada na terenie Holandii prawnych możliwości, które mogłyby przyczynić się do poprawy kontaktów między matką i synem, mimo ze ojcu dziecka został nadany nakaz doprowadzenia do tych kontaktów. Ojciec ich nie wykonuje, a matka otrzymała odpowiedz z sadu w Amsterdamie, iż biorąc pod uwagę stanowisko polskiego sądu, nie widzą dla niej możliwości apelacji w tejże sprawie. Tak jak wspomniała – to wersja oficjalna, a nieoficjalna? Powiedzmy sobie szczerze: jeśli polski wymiar sprawiedliwości nie walczy o swojego rodaka, to dlaczego holenderski ma to robić?

Jednak to już nie o honor, czy też rację chodzi, lecz o coś zdecydowanie ważniejszego: o zdrowie, bezpieczeństwo i życie już schorowanego synka.

Mirela Krzyżak

Maciej Lisowski

Fundacja LEX NOSTRA

Imiona mężczyzny i dziecka zostały zmienione.

 

Prosimy o wsparcie działalności Fundacji LEX NOSTRA i przekazanie nam 1% podatku wpisując nr KRS 0000365293 lub korzystając z programu do wypełnienia deklaracji.
Rozlicz z nami PIT i przekaż 1% podatku
Istnieje możliwość odliczenia darowizny przekazanej na rzecz Fundacji LEX NOSTRA w roku 2017 w rozliczeniu PIT za 2017 rok, jako darowizny przekazanej na rzecz organizacji realizującej cele pożytku publicznego.
Aby skorzystać z tego odpisu, darowizna powinna byś przekazana na rachunek bankowy Fundacji w roku 2017 oraz udokumentowana zaświadczeniem wystawionym przez Fundację LEX NOSTRA.
Ulga nie może przekraczać 6 proc. uzyskanego rocznego dochodu. Numer rachunku bankowego Fundacji – PL 98 1090 1030 0000 0001 1662 5224 (SWIFT: WBKPPLPPXXX).