Polska Agencja Prasowa poinformowała 7 kwietnia 2026 r., że Prokuratura Regionalna w Białymstoku skierowała do Sądu Okręgowego akt oskarżenia wobec podlaskiego przedsiębiorcy – byłego wiceprezesa Krajowej Izby Gospodarczej – któremu zarzuca, że w latach 2014–2015 obiecywał korzyść majątkową w wysokości ponad 4,9 miliona dolarów osobie pełniącej funkcję publiczną w Republice Kenii, w związku z przetargiem na dostawy sprzętu rolniczego finansowanego ze środków publicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Mężzyźnie grozi do dwunastu lat więzienia.
PAP podała, że śledztwo zostało wszczęte w sierpniu 2016 roku z zawiadomienia Dyrektora Fundacji Promocji Mediacji i Edukacji Prawnej LEX NOSTRA w Warszawie.
Tym Dyrektorem jestem ja.
Dziesięć lat temu: jak to się zaczęło
17 lipca 2016 r. opublikowałem na tej stronie artykuł pt. „Afrykański czarodziej”, w którym jako pierwszy w Polsce opisałem schemat działania W.K. – wiceprezesa prywatnej spółki handlowej „Contractus” z Sokółki – na rynkach afrykańskich.
Wcześniej, działając w imieniu Fundacji, złożyłem do prokuratury oficjalne zawiadomienie o podejrzeniu korupcji przy przetargu wartym 100 milionów dolarów z kredytu rządu polskiego na finansowanie modernizacji rolnictwa w Kenii. Na kilka godzin przed podpisaniem umowy uruchamiającej wypłatę pieniędzy wysłałem mail do Ministerstwa Finansów. Umowa nie została podpisana.
W wyniku mojego zawiadomienia Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo (sygn. akt RP I Ds. 50.2016). W.K. przedstawiono zarzuty. Po dziesięciu latach – po wielokrotnych zawieszeniach, wznowieniach, pomocy prawnej z Kenii, która nigdy nie nadeszła, i uzupełnianiu zarzutów aż do stycznia 2026 r. – sprawa trafiła przed oblicze sądu.
Kim jest W.K. i dlaczego ta sprawa wykracza daleko poza korupcję
Gdy w 2016 roku składałem zawiadomienie, nie wiedziałem, jak rozległa jest sieć, w którą uderzyłem. Dziś wiem.
W artykule „Spec służby Łukaszenki w Polsce” opublikowanym w grudniu 2025 r. udokumentowałem, że W.K.:
- w ciągu 16 lat przekroczył granicę polsko-białoruską 883 razy – średnio ponad raz w tygodniu;
- w 2011 roku uczestniczył w delegacji najwyższego szczebla rządowego Republiki Białorusi – na pokładzie luksusowego odrzutowca VIP lecącego do Ghany, w towarzystwie Wiktora Szejmana – prawej ręki Aleksandra Łukaszenki, objętego ścisłymi sankcjami USA, UE, Wielkiej Brytanii i Kanady – oraz rosyjskiego miliardera z listy Forbes;
- założył na Białorusi dwie spółki, z których jedna nie figuruje w rejestrach państwowych Białorusi – co mogło nastąpić wyłącznie decyzją Ministerstwa Sprawiedliwości Republiki Białorusi;
posiada 274 hektary ziemi w pobliżu granicy z Federacją Rosyjską.
Dlaczego to obchodzi każdego Polaka
Tu zazwyczaj pojawia się naturalna myśl: „No dobrze, ale co mnie obchodzi, czy jakiś przedsiębiorca z Podlasia handlował maszynami rolniczymi w Afryce?”
Odpowiem precyzyjnie. Obchodzi, i to bardzo.
Po pierwsze: to były Wasze pieniądze. Sto milionów dolarów z kredytu rządu polskiego – pieniądze polskich podatników – miało trafić do przetargu, który według mojego zawiadomienia był ustawiony. Gdyby umowa doszła do skutku, pieniądze polskiego budżetu zasiliłyby sieć powiązaną z aparatem Łukaszenki, z pośrednikami handlującymi bronią i z obywatelem Białorusi, którym interesowała się ABW. Część tych środków pochodziła z OECD i Banku Światowego – organizacji, których wiarygodnym członkiem ma być Polska.
Po drugie: ta sama sieć zabiła polskiego żołnierza. Firma GardSerwis – zarejestrowana przez Szejmana, wyposażona przez białoruskie Ministerstwo Spraw
Wewnętrznych w arsenał ponad 300 jednostek broni palnej, w tym karabiny snajperskie – według organizacji białoruskiej opozycji BYPOL szkoliła w obozie pod Mińskiem migrantów do siłowego szturmowania polskiej granicy i wyposażała ich w noże. Białoruskie służby zaopatrzyły w jeden z takich noży człowieka, który 28 maja 2024 r. w Dubiczach Cerkiewnych (woj. podlaskie), przekładając rękę przez stalową zaporę, ugodził nim w klatkę piersiową szeregowego Mateusza Sitka z 1 Warszawskiej Brygady Pancernej. Mateusz Sitek miał 21 lat. Zmarł 6 czerwca 2024 r. Pośmiertnie awansowany do stopnia sierżanta i odznaczony Złotym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju. Sprawca, zidentyfikowany przez polskie służby jako osoba z Bliskiego Wschodu, schronił się na terytorium Białorusi. Polska zażądała jego wydania. Białoruś nie odpowiedziała. Ta sieć – ta sama, której ogniwo chodziło po polskich ministerstwach jak u siebie – jest odpowiedzialna za śmierć polskiego żołnierza. To nie są dwa oddzielne problemy. To jeden mechanizm.
Po trzecie: polskie firmy mogą nieświadomie płacić cudze rachunki. Łańcuchy dostaw w handlu afro-białoruskim przechodzą przez europejskie banki, ubezpieczycieli, spedytorów i rachunki korespondenckie. Jeśli polska firma obsługuje transport, przelew lub polisę związaną z takim transferem – nawet nieświadomie – naraża się na sankcje wtórne USA i UE, utratę dostępu do rynków i odpowiedzialność karną. To nie jest akademicki scenariusz. To rzeczywistość, w której operują polskie podmioty.
Po czwarte: każdy kontrakt na broń wzmacnia potencjał militarny przy naszej granicy. Białoruś sprzedaje broń do państw objętych embargami ONZ, UE i USA. Każdy dolar zarobiony na tych kontraktach zasila budżet państwa, którego armia i służby specjalne są de facto przedłużeniem rosyjskiej machiny wojennej. Białoruska granica to nasza granica. To, co finansuje Mińsk, wraca do nas w postaci zagrożeń – na granicy, w cyberprzestrzeni, w dezinformacji i w śmierci naszych żołnierzy.
Po piąte: jeśli polskie służby wiedzą i nie reagują – płacimy wszyscy. Przez lata W.K. chodził po polskich ministerstwach jak u siebie. Był wiceprezesem Krajowej Izby Gospodarczej, człowiekiem o olbrzymich wpływach, zapraszanym na spotkania z premierami i ministrami. ABW miała sygnały. Prokuratura zawiaszała śledztwo przez siedem z dziesięciu lat. Ktoś miał interes w tym, żeby sprawy nie było. Kiedy państwo widzi zagrożenie i nie reaguje, bo czyjeś interesy są ważniejsze – cena za tę bierność jest wspólna. Płacą ją podatnicy, przedsiębiorcy narażeni na sankcje wtórne i żołnierze stojący na granicy.
Ta sprawa zaczyna się w Mińsku, ale kończy się w Warszawie – w postaci zagrożenia na granicy, pieniędzy podatników przepuszczonych przez ustawiony przetarg, sankcji na polskie firmy i pytania, które musi zadać sobie każde poważne państwo: kto i dlaczego chronił W.K. przez dekadę?
Kontrofensywa narracyjna
Gdy stało się jasne, że śledztwo nie zostanie zamiecione pod dywan, uruchomiono wobec mnie kampanię dyskredytacji. Opisuję ją szczegółowo w artykule „Oko.press pisane cyrylicą”. Wzięli w niej udział: dziennikarka Małgorzata Tomczak (OKO.press), która oparła swój tekst na sfałszowanych dokumentach – szybko podchwyciły go media piszące cyrylicą; Robert Zieliński (TVN24); oraz poseł Marek Sowa, który podczas posiedzeń komisji śledczej ds. afery wizowej publicznie nazwła mnie „agentem Białorusi i Rosji”, czerpiąc wyłącznie z artykułu Szymowskiego z 2019 r. i książki Tomasza Piątka.
Wobec posła Sowy, gdy wygaśnie jego immunitet, stanę z aktem oskarżenia.
Cena, jaką zapłaciłem
Gdy W.K. zorientował się, że to właśnie Fundacja LEX NOSTRA stoi za śledztwem, powiedział podczas jednej z sądowych spraw cywilnych – rejestrowanej audio i wideo przez sąd – że Maciej Lisowski jest „przyczyną jego wszystkich kłopotów.” Konsekwencje wyciągnął.
W ciągu kilku lat doświadczyłem: wielokrotnych pogróżek telefonicznych i fizycznych ostrzeżeń; w marcu 2022 r. – pierwszego otrucia, zatrzymania pracy obu nerek (przeżyłem dzięki szybkiej hospitalizacji); we wrześniu 2022 r. – drugiego ataku, ponad pięćdziesięciokrotnego przekroczenia górnych granic norm kluczowych parametrów – biegli sądowi potwierdzili otrucie; oraz niedawnego ataku fizycznego – 0,5 cm dzieliło mnie od utraty oka, 0,5 cm od śmierci.

Natomiast najboleśniejszym dla mnie ciosem była utrata – w wyniku wielowątkowej gry operacyjnej – najbliższej mi osoby.
Opisuję to nie po to, by wzbudzać współczucie. Po to, by każdy rozumiał, z czym naprawdę mamy do czynienia – i że ujawnianie tego rodzaju spraw ma realną cenę.
„Ciąg dalszy nastąpi, o ile wcześniej mnie nie zabiją lub aresztują.”
Ciąg dalszy nastąpił. W.K. stoi przed sądem.
Nie przesądzamy
W.K. nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Jest niewinny do czasu prawomocnego wyroku. Tak działa prawo – i to prawo szanujemy.
Ale doprowadzenie przed oblicze sądu człowieka o tak ogromnych wpływach, po dziesięciu latach, mimo wielokrotnych prób zatrzymania postępowania, mimo ataków na Fundację i na mnie osobiście – to jest sukces sygnalistów.
I dowód, że warto walczyć.
Maciej Lisowski
Dyrektor Fundacji Promocji Mediacji i Edukacji Prawnej LEX NOSTRA
Powiązane artykuły:
– Afrykański czarodziej (2016)
– Spec służby Łukaszenki w Polsce (2025)
– Oko.press pisane cyrylicą (2026)
– Oko.press written in cyrillic (2026)
– Od śledztwa LEX NOSTRA do mediów światowych – IBT (2026)