Wspomóż Fundację LEX NOSTRA darowizną: BZ WBK nr. konta: 98 1090 1030 0000 0001 1662 5224
Fudacja LEX NOSTRA OPP - przekaż 1% podatku

Poleć ten tekst:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someonePrint this page

B9323678785Z.1_20160911103948_000_G1RFLRDIR.1-0

Kobieta – ofiara przemocy – nad wyraz kochająca swojego syna. Mężczyzna – narkoman – nie interesujący się własnym dzieckiem. Oraz zaskakujący wyrok sądu, w wyniku którego to właśnie Jemu zostaje powierzona opieka nad 4-letnim Danielem. A to dopiero początek…

W tej historii mamy do czynienia z przemocą oraz narkotykami, co ostatecznie doprowadziło do zakończenia przez Katarzynę R. swojego związku i wyprowadzenia się wraz z synem z mieszkania partnera. Jednak, jak łatwo się domyśleć to jedynie iskra, która na dobre rozpaliła ogień batalii pomiędzy byłymi partnerami o opiekę nad dzieckiem.

Główni bohaterowie

Aby zyskać całościowy pogląd w sprawie, zacznijmy od przedstawienia jej bohaterów. Katarzyna R.., to 24-letnia kobieta, w której domu rodzinnym przemoc, alkoholizm i ciągłe awantury były obecne od zawsze. I to właśnie z takich powodów, wtedy jeszcze młoda, bo 17-letnia dziewczyna zdecydowała się uciec do swojego chłopaka u którego zamieszkała. Chłopaka, który z upływem czasu stał się ojcem jej dziecka. Jednak, jak wiadomo czasem sytuacja lubi się powtarzać i tak też było w tym przypadku. Katarzyna R.. uciekła od jednej przemocy, niestety trafiając na drugą, gdyż jej ówczesny partner, Pan Krystian Z., niejednokrotnie był wobec niej agresywny, stosując przemoc. Z kolei, mężczyzna, 27 lat, od zawsze – mówiąc delikatnie – żył własnym życiem, nie bardzo zważając na inne kwestie. Jak już wcześniej wspomniano, mężczyzna był konfliktowy, a dodatkowo obracał się w dość podejrzanym towarzystwie, gdzie narkotyki były na porządku dziennym. Niejednokrotnie  Pani R. znajdowała biały proszek w pojemnikach, takich chociażby jak jajka po Kinder Niespodziance, kieszenie spodni, foliowe woreczki przypalane zapalniczka bardzo często chowane w paczkach po papierosach, oraz plastikowe pojemniki po śrubkach zawinięte w pomarańczową folie tynkarską. Natomiast, co do jego relacji z synem, od urodzenia nigdy nie przejawiał wobec niego większego zainteresowania, oraz nie spędzał z nim dłuższego czasu, z kolei wszelkie rodzicielskie obowiązki zrzucał na Panią Katarzynę, gdyż zawsze było coś ważniejszego niż np. zawiezienie chłopca do lekarza. W wyniku powyżej wspomnianych kwestii, w kwietniu 2017r. kobieta postanowiła się wyprowadzić, zabierając ze sobą 4-letniego syna Daniela. Kolejnym krokiem było złożenie do sądu dwóch wniosków, tj. o powierzenie jej władzy rodzicielskiej oraz o wydanie pozwolenia na wyjazd Daniela za granicę, co argumentowała faktem, iż od momentu rozstania sama sprawuje opiekę nad synem.

Przeciwnicy

W tym momencie mogłoby się wydawać, że najważniejsze kroki zostały poczynione, a teraz będzie już tylko lepiej. Niestety, bo właśnie od tego wydarzenia rozpoczęła się prawdziwa batalia. Pierwsza rozprawa odbyła się w lipcu 2017r., jednak już wtedy wiadomym było, że łatwo nie będzie. Kobieta z wielu przyczyn, o których później, praktycznie nie miała sprzymierzeńców , za to grono przeciwników powiększało się z każdym dniem. Na samym początku dołączyły do niego matka oraz siostra Pani R., które jasno dawały do zrozumienia, że nie akceptują nowego partnera Pani Katarzyny, choćby dlatego, że jest od niej sporo starszy, a także, że przez niego chce wyjechać za granicę. W wyniku owej niechęci doszło do tego, że matka Pani R. zadzwoniła na policję, przekazując im fałszywe informacje, tj. że rzekomo małoletni jest chory, a jego matka leży pijana kompletnie się nim nie zajmując. Oczywiście policja zweryfikowała zgłoszenie, zastając w domu zdrowe dziecko, które smacznie śpi oraz jego matkę – w zupełności trzeźwą -, która sprząta mieszkanie. Kolejną przykrą sytuacją było znalezienie przez rodzinę świadka, którym notabene była matka sąsiadki, doskonale znająca sprawę. Ba, wcześniej – widząc na ciele kobiety siniaki oraz będąc świadkiem ciągłych awantur w mieszkaniu mężczyzny – sama namawiała Panią Katarzynę, aby zostawiła partnera. Jak widać, szybko zmieniła zdanie, ostatecznie stając po stronie ojca dziecka i dopuszczając się kłamstwa przed wymiarem sprawiedliwości. Do grona przeciwników dołączyła również była partnerka Pana Adama, aktualnego mężczyzny Katarzyny R., prezentując przed sądem zdjęcie własnej twarzy we krwi, co miało być wynikiem jego uderzenia. Na pierwszy rzut, wydawać by się mogło, że w końcu trafiliśmy na konkretny dowód, lecz kluczowym słowem okazało się „wydawać”. Bowiem, prawda rozwiązująca tą zagadkę była taka, iż w trakcie kłótni, mężczyzna przez przypadek uderzył ją lekko w policzek, a że kobieta miała problemy z nadciśnieniem, częstymi krwotokami oraz alkoholem, to skutek był, jaki był. Co więcej, warto podkreślić, że w dalszym ciągu owej historii kobieta szantażowała Adama mówiąc, iż jeżeli on pozwoli jej do siebie wrócić, a tym samym rozstanie się z obecną partnerką, ona wycofa swoje zeznania, co jest dokładnie udokumentowane na nagraniach, którymi dysponuje Pani R.

Badania RODK

Następnym krokiem w naszej historii okazały się badania specjalistyczne Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego, które odbyły się w II turach w sierpniu 2017r. w II Opiniodawczym Zespole Sądowych Specjalistów w Kłodzku. W dokumentacji owych badań, Pani R. została opisana jako słaba psychicznie matka, co było spowodowane faktem, że podczas badań kobieta najzwyczajniej w świecie się rozpłakała, opowiadając o swej traumatycznej przeszłości, związku z ojcem jej syna oraz jego uzależnieniu od narkotyków. Trzeba przyznać, że dość nietrafiony wniosek. Z kolei, Pan Krystian zaprzeczył, iż stosował przemoc wobec swojej byłej partnerki, natomiast w temacie narkotyków przyznał się, że jedynie tylko raz był w posiadaniu amfetaminy,  lecz wyłącznie dlatego, iż miał je przekazać koledze, czego ostatecznie nie zrobił, ponieważ kolega wyjechał za granicę, dlatego też przechowywał je we własnym mieszkaniu. Ot taka sobie historyjka. Do dalszych wniosków wynikających z badania należy zaliczyć spostrzeżenie, iż chłopiec jest zadbanym i pogodnym dzieckiem, a jego rozwój psychospołeczny przebiega prawidłowo. Natomiast w podsumowaniu wskazano na silną, pozytywną więź emocjonalną dziecka z obojgiem rodziców oraz na ich predyspozycje niezbędne do sprawowania bezpośredniej opieki nad małoletnim. W tym miejscu należy dodać, że ojciec dziecka nie wyraził zgody na wyjazd małoletniego za granicę, uzasadniając jakoby Pan Adam był nieodpowiednim partnerem dla Katarzyny. W konsekwencji, wniósł on wniosek o przyznanie mu władzy rodzicielskiej, a także oto, aby na czas postępowania to właśnie jemu przyznano opiekę nad synem, na co kobieta złożyła zażalenie. Kluczową kwestią był jednak fakt, że to właśnie podczas tych badań Pani Katarzyna uświadomiła sobie, iż musi jak najszybciej rozstać się z obecnym partnerem, ponieważ w przeciwnym razie straci najważniejszą istotę w jej życiu – swojego syna, co też następnie uczyniła.

Kolejne rozprawy

Mijały dni, a walka o małoletniego nadal trwała. I o ile adwokat informował, że nic się już nie da zrobić, o tyle Pani Katarzyna ciągle miała nadzieję, którą zapragnęła przerodzić w rzeczywistość. Ostatecznie kobieta dysponowała dwoma nagraniami, z których pierwsze zostało przez sąd wysłuchane, a z jego treści można było się dowiedzieć, iż bratowa Krystiana niejednokrotnie widziała pobitą Panią R., jednak z uwagi na strach nic z tym nie zrobiła.  W tym miejscu warto podkreślić, że na kolejnej rozprawie właśnie wspomniana bratowa była przesłuchiwana, jednak sędzia nie pofatygował się zadać jej ani jednego pytania, dotyczącego powyżej przywołanego nagrania. Najwidoczniej w jego opinii nie było to kluczowe. Dziwne? Oczywiście, jednak najwyraźniej nie dla sądu. Z kolei, drugie nagranie, którego tym razem wymiar sprawiedliwości nie zechciał wysłuchać, było nagraniem szwagierki, jednoznacznie potwierdzającej notoryczne kłótnie i awantury. Ba, potwierdziła nawet własne obawy oto, że również ona może zostać pobita przez Pana Z. Co więcej, przyznała, że mężczyzna wiele razy dopuszczał się takich czynów, jak wybicie szyby w samochodzie, czy zrobienie dziur w ścianach oraz pojawiające się w jego mieszkaniu narkotyki, które widziała na własne oczy. Kobieta jasno dała do zrozumienia, że chłopiec od sierpnia w ogóle nie widział się z ojcem, a wcześniej były to pojedyncze spotkania, za to stale przebywał pod opieką matki. Wbrew pozorom i jakiejkolwiek logice, sędzia nie była tymi – jakże istotnymi – dowodami w sprawie zainteresowana. Pozostała także głucha na zdjęcia z kont społecznościowych, gdzie w komentarzach mężczyzna pisał, iż „lubi sobie wciągnąć białe”, czy „że oczekuje (od kolegi) załatwienia pudełka białych kredek”.

Niedorzeczny wyrok

W końcu nadszedł czas następnej, tj. grudniowej rozprawy, której – jakby to dziwnie nie zabrzmiało – tok zdarzeń był łatwy do przewidzenia, co wcześniej potwierdził kurator, który odwiedzając Panią R. poinformował, iż nie widzi formalnych podstaw do odebrania jej syna. Do umocnienia tej tezy przyczyniło się także zaświadczenie od pediatry jasno mówiące, iż dziecko jest zdrowe, zadbane i otoczone właściwą opieką przez matkę. Co więcej, tworzy z nią bezpieczną relację, a jego zachowanie nie wskazuje na zaburzone – w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób – więzi. Dodatkowo, sam Daniel niejednokrotnie wykazał chęć mieszkania właśnie z matką, a nie z ojcem, co powinno być najistotniejszym argumentem bowiem, czyż nie dobro dziecka jest najważniejsze dla wymiaru sprawiedliwości? Jak widać nie, gdyż sprawa przybrała zdecydowanie inny bieg. Sąd Rejonowy w Kłodzku III Wydział Rodzinny I Nieletnich, 01.12.2017r. postanowił oddalić wniosek Pani Katarzyny, ograniczając jej władze w sprawowaniu opieki nad dzieckiem, w szczególności do współdecydowania o wyborze szkoły, zawodu, czy sposobu leczenia w razie poważnej choroby, tym samym przyznając wykonywanie władzy rodzicielskiej Panu Krystianowi. Tak, dokładnie temu samemu, który ma problem z narkotykami. Lecz jak widać zdaniem sędziny, lepiej oddać dziecko pod opiekę ojca – narkomana, dodatkowo zasądzając nadzór kuratorski, niż matce, która od zawsze o nie dbała, właściwie się opiekując i codziennie walcząc, aby miało wszystko, czego mu tylko potrzeba.

Rozbieżności pomiędzy postanowieniem sądu, a przebiegiem rozpraw

Pewnego dnia kobieta otrzymała z sądu pismo, informujące ją o postanowieniu wymiaru sprawiedliwości. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jego treść była adekwatna do faktycznego przebiegu rozpraw. Było inaczej – zdecydowanie inaczej. Dlatego proszę sobie wyobrazić jej zdziwienie, gdy dotarło do niej, że dokument zawiera jedynie wybiórcze informacje, jakby tego było mało, ewidentnie sprzyjające mężczyźnie, natomiast zdecydowanie nie sprzyjające jej. Dla przykładu podam, że w owym postanowieniu nie ma ani słowem wspomniane, iż mężczyzna przyznał do brania narkotyków. Na próżno w nim również szukać zeznań świadków, którzy mówili o pobitej Katarzynie Z. oraz słów samej zainteresowanej na temat narkotyków. Jest natomiast wiele informacji o tym, jakim to prawym mężczyzną, który zabiega o kontakty z synem oraz który ma ustabilizowaną sytuację życiową, tj. posiada pracę i stałe miejsce zamieszkania jest Krystian. Na tym niestety nie koniec, ponieważ możemy w nim znaleźć także wszystko, dosłownie wszystko, co tylko mogłoby zaszkodzić Pani R. Tak, jak na przykład to, że rzekomo we wrześniu 2017r. – po rozstaniu pary – Pan Z. spotkał kobietę z dzieckiem w towarzystwie Adama, który nie chciał dopuścić do jego kontaktu z dzieckiem. O dziwo podczas rozprawy nie padło ani jedno słowo na ten temat. Dodatkowo, w pisemnym wniosku wymiar sprawiedliwości uznał, że cechy Katarzyny Z. takie jak emocjonalność, czy też rzekome stawianie na pierwszym miejscu swoich, a nie dziecka potrzeb oraz uczuć, automatycznie wykluczają ją z roli pierwszoplanowego rodzica. Gdyby to było prawdą, to czy nadal walczyłaby ona o swoje najukochańsze dziecko? Czy rozstałaby się z Adamem? Ewidentnym jest, że nie. Niestety ów dokument jest wprost naszpikowany takimi niedorzecznościami. Jednym słowem, wydarzenia z sali rozpraw zawarte w pisemnym wyroku sądu nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dlatego też, kobieta postanowiła zgłosić sprawę do Rzecznika Praw Dziecka oraz do Ministerstwa Sprawiedliwości, co jak dotychczas nie przyniosło żadnych rezultatów.

Bezradność kobiety

Po wyprowadzce od byłego partnera, kobieta przebywała najpierw u rodziców Adama, a następnie po rozstaniu, z pomocą swojego ojca uzbierała pieniądze na wynajęcie mieszkania. Było to o tyle trudne, że od czerwca 2017r. mężczyzna nie płaci jej żadnych alimentów na dziecko, a przypomnę – mamy już luty 2018. Widocznie zapomniał. Ale nie zapomniał zaraz po decyzji sądu zgłosić w MOPSie, że to jemu przyznano prawo do opieki nad synem, w wyniku czego kobieta straciła zasiłek 500+. W konsekwencji nie otrzymuje ona pieniędzy ani od byłego partnera, ani też od państwa, mimo, że nadal sama wychowuje dziecko. Owszem nadal, ponieważ mimo zasądzonego wyroku, Katarzyna Z. w dalszym ciągu nie oddała syna pod opiekę ojcu. Swoją drogą, nie było to aż takie trudne, bowiem Pan Krystian jakoś nie upomina się o kontakt z Danielem, nawet nie zadając sobie trudu, aby chociaż zadzwonić i zapytać, jak się ma oraz czy jest zdrowy. Mimo wszystko, Katarzynie R. cały czas przyświeca myśl, że w końcu ktoś upomni się o małoletniego Daniela, dlatego w grudniu 2017r. zdecydowała się wyjechać do Czech do swojego ojca, ponieważ tylko tam czuje się bezpiecznie. Przebywała tam do lutego 2018r., kiedy to oszczędności jej ojca także się skończyły, a ona została bez grosza. Czując się całkowicie bezradna i nie mając zupełnie nikogo, ostatecznie zdecydowała się zadzwonić, prosząc o pomoc i pożyczkę byłego partnera, Adama, który mieszka w Niemczach. Podczas owej rozmowy, okazało się, że mężczyzna dysponuje dowodami w postaci np. nagrania jego byłej partnerki, która to wcześniej pod przysięgą składała zeznania przeciwko Katarzynie R., lecz jak wskazuje nagranie – fałszywe zeznania. Jednak w trakcie pobytu w Niemczech, dokładnie 10 lutego 2018r. do drzwi zapukała policja, dopytując o Panią Katarzynę oraz jej syna. Ostatecznie kobieta podała swój aktualny adres zamieszkania, tj. adres mieszkania ojca, jednak mając świadomość, że ojciec dziecka zna mieszkanie w Czechach i może tam przyjechać, postanowiła zostać w Niemczech, ponieważ jak sama mówi „za żadne skarby nikomu nie odda swojego syna”. Kobieta marzy o powrocie do Polski i spokojnym życiu w wynajętym mieszkaniu, jednak biorąc pod uwagę to, co się do tej pory wydarzyło, straciła na to nadzieję. Na chwilę obecną jedynym miejscem, w którym czuje się bezpiecznie i może spokojnie żyć są Niemcy.

Walka nadal trwa

Obecnie Pani Katarzyna R. walczy, aby wspomniane powyżej drugie nagranie, jak również pozostałe kluczowe dowody, które dotychczas dla Temidy pozostają niezauważalne, zostały wzięte pod uwagę. Tym bardziej, skoro mogą one diametralnie zmienić bieg zdarzeń i w końcu doprowadzić do właściwego, a co najważniejsze sprawiedliwego rozstrzygnięcia sprawy. Bo powierzenie opieki nad 4-letnim chłopcem ojcu, który nigdy nie brał czynnego udziału w jego wychowaniu, nie interesował się jego życiem, a ostatni raz widział dziecko pół roku temu, na pewno takowym nie jest. Czy naprawdę musi dojść do niewyobrażalnej tragedii, w której dziecko weźmie do ust amfetaminę, którą jego ojciec przechowuje w plastikowym pojemniku po Kinder Niespodziance, czy w kieszeniach spodni, aby wymiar sprawiedliwości zechciał przyjrzeć się wszystkim – a nie jedynie wybranym – dowodom?  Obyśmy nigdy nie musieli się o tym przekonać.

Mirela Krzyżak

Maciej Lisowski

Fundacja LEX NOSTRA

Imiona i nazwiska bohaterów artykułu zostały zmienione.

 

Prosimy o wsparcie działalności Fundacji LEX NOSTRA i przekazanie nam 1% podatku wpisując nr KRS 0000365293 lub korzystając z programu do wypełnienia deklaracji.

Rozlicz z nami PIT i przekaż 1% podatku

Istnieje możliwość odliczenia darowizny przekazanej na rzecz Fundacji LEX NOSTRA w roku 2017 w rozliczeniu PIT za 2017 rok, jako darowizny przekazanej na rzecz organizacji realizującej cele pożytku publicznego.

Aby skorzystać z tego odpisu, darowizna powinna byś przekazana na rachunek bankowy Fundacji w roku 2017 oraz udokumentowana zaświadczeniem wystawionym przez Fundację LEX NOSTRA.

Ulga nie może przekraczać 6 proc. uzyskanego rocznego dochodu. Numer rachunku bankowego Fundacji – PL 98 1090 1030 0000 0001 1662 5224 (SWIFT: WBKPPLPPXXX).

Poleć ten tekst:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someonePrint this page